Miłość? Co to w ogóle jest?
Osobiście prawdziwą miłość wyobrażałam sobie zawsze tak:
jest dwoje
ludzi, którzy nie mogą chwili bez siebie wytrzymać. Piszą do siebie..
Wysyłają smsy na dobranoc.. Świetnie się bawią w swoim towarzystwie.
Szanują zdanie drugiej połówki i akceptują je w 100%..
Nie wiem.. może moja wizja miłości jest całkowicie przestarzała.. Możliwe..
Chociaż jestem pewna, że grono osób zgodziłoby się całkowicie z moim opisem. Jak wiadomo zdania są różne, a osobiście szanuję opinię każdego, chociaż nikt mi nie każe się z nimi zgadzać. ;)
Skoro poznaliście już moją wizję miłości to może porównajmy je z faktami.
A realia są takie, że w związku, w którym obecnie jestem jest całkiem odwrotnie..
Potrafimy cały dzień siedzieć na GG, nie pisząc do siebie.
Ja nie piszę, bo od małego wszyscy mi wmawiali, że jeżeli chłopakowi
zależy to sam wykaże się inwencją twórczą i pierwszy da o sobie znać.. A
on? Nie wiem.. może czeka na mój ruch..
W końcu mamy równouprawnienie.. Niby racja..
Ale ja naprawdę żałuję, że nie żyję w czasach, kiedy to do chłopaka należało rozkochanie w sobie dziewczyny..
Teraz coraz częściej dostrzegam.. jacy Ci nasi Panowie są leniwi.. Chłopcy teraz idą na łatwiznę. Myślą, że wystarczy fajnie się prezentować, łowić wzrokiem co lepszą pannę i czekać.. aż sama do nich podejdzie. Nie powiem. W naszych czasach nie brakuje dziewczyn, które bez owijania w bawełnę podbijają do faceta, ale to nie znaczy, że chłopak nie musi robić nic, żeby tą dziewczynę zdobyć i przy sobie zatrzymać.
I żebyście nie myśleli, że mam się za księżniczkę, która czeka na księcia z bajki.. która będzie stroić fochy, udawać niedostępną i zgrywać wielką damę.
Naprawdę.. jestem normalną dziewczyną, która ma swoją opinię na pewne tematy. I może będę w tym wypadku staroświecka.. Ale uparcie będę trzymać się zdania, że to do faceta - należy zdobycie kobiety.
I jedno jest pewne jeśli chodzi o mój pseudo związek.. Ja swojego chłopaka nie chcę zmieniać. Widocznie nie czuje potrzeby żeby ze mną rozmawiać.. Rozumiem.. Ludzie są różni. Ale jeżeli wszystko nas od siebie dzieli to jaki w tym sens? To, że ja nie potrafię zaakceptować niektórych jego zachowań nie znaczy, że inna tego nie zrobi. Naprawdę.. życzę mu jak najlepiej.. I choć będzie mi żal.. To postanowiłam to zakończyć. Może kiedyś, gdy pokocha kogoś tak naprawdę.. dostrzeże różnicę i stwierdzi, że to, co czuł do mnie nie było niczym wartościowym. Bo to, że sądzi, że mnie kocha.. na dobrą sprawę nie znaczy nic.. jeśli nie idzie w parze z czynami.
Może nie zna znaczenia słowa miłość?
Ale nic.. naprawdę nie chcę go krytykować. Nie wiem co czuje ON. To wszystko przedstawia sytuację jedynie z mojego punktu widzenia..
Wracając do rozmów: Co by nie było nasze dialogi na GG również nie były raczej zbytnio inteligentne.
Ja tysiąc słów.. On coś w stylu - ok, aha, no, itd. (nie twierdzę, że tak było zawsze.. Ale przeważnie).
Nigdy mu nie mówiłam, że mi to przeszkadza.. Nie potrzebuję wymuszonych deklaracji.. Jak by chciał.. Sam by się wysilił. A tak..
Sama już nie wiem. Zerwę - będę żałować.. Ale w końcu mi przejdzie.
A tak? ryczę z bezsilności.. bo wymarzyłam sobie faceta żartobliwego, pełnego życia, podobnego do mnie, z którym mogłabym rozmawiać o wszystkim. Fakty są jednak inne..
Może za dużo wymagam..
Ale jeżeli teraz wydaje mi się, że to chyba nie TO.. to nie wiem czy jest sens zagłębiać się w to wszystko dalej, robić mu nadzieję.. tylko po to, aby za tydzień dwa - naszła mnie kolejna fala wątpliwości..
Jak się życie komplikuje to po całości.. Nie ma co..
środa, 23 maja 2012
poniedziałek, 21 maja 2012
Bałagan w sercu = Bałagan w życiu - pora wziąć się za pożądki..
Oj tak..
w końcu dostałam natchnienia, wstąpiło we mnie coś ożywczego.. coś mnie tknęło.. abym..
dobra.. po prostu mi się nudzi i tak pomyślałam, że można by ten czas jakoś pozytywnie wykorzystać..
Na myśl (o dziwo !) przyszedł mi właśnie blog. No więc cóż.. Sama byłam zaskoczona.. Bo ile to już ? Z dwa miesiące jak mnie tu nie było. Zero oznak życia..
A takie wspaniałe opowiadania miałam pisać ! Oj.. były plany.. Jak zawsze gorzej z realizacją.. Ale nic. Teraz piszę. A kiedy znowu? Lepiej nie wnikać. Za dzień, dwa.. za rok. Różnie może być. Ale z doświadczenia wiem, że lepiej nic nie obiecywać.. Bo bywa różnie.
W każdym razie może coś o życiu.. Mianowicie moim życiu .. Tak dla wiadomości..
Albo o tym co mi żyć nie daje..
Co mam na myśli ?
Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o faceta.. - przerobiłam na potrzeby własne..
tak, tak.. dobrze widzicie.. FA-CE-TA !
Wiem, wiem.. Sama się w to wpakowałam.. Sama chciałam. Sama wiedziałam, za co się biorę..
Uwag typu! - trza było myśleć - nawet nie słucham. Bo fakty są takie, że ostatnio myślę za dużo. I to chyba dużo, za dużo.. Jak nawet nie bardziej.
Ale do rzeczy. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy zdążyłam z nim zerwać (opił się.. inna do niego zarywała.. - on zadowolony. a jakże..) i po jego usilnych staraniach związać się z nim ponownie..
Fakty są jednak takie, że nie jest już tak jak było. Zauważam coraz częściej, że brakuje mi z nim tematów do rozmów..
A prawda jest taka, że chyba sama nie wiem czego chcę..
W momencie rozstania.. chciałam do niego wrócić.. Ale teraz gdy z nim jestem.. mam wrażenie, że to wszystko nie ma sensu.. Nie umiemy ze sobą rozmawiać..Zbyt często zalega głucha cisza.. Chyba zbytnio się różnimy..
I zerwałabym. Gdyby nie to, że około 2 tygodnie temu wróciliśmy do siebie po aż! tygodniowym rozstaniu .. -.-
Sama tego nie ogarniam. Ale teraz jestem pewna.. Lepsze życie singielki niż tkwienie w czymś, co i tak na dobrą sprawę związku nie przypomina.. Jak widzę zakochane pary na ulicach .. obejmujące się, śmiejące itd.. Patrzę na nas..
Obraz ku^wa nędzy i rozpaczy. Zazdroszczę innym tego uczucia. Bo sama chyba na razie nie jestem na nie gotowa..
Może i bym zerwała.. ale.. tak.. bo jest sporo tych ALE:
1. bardzo dobrze znam i wręcz uwielbiam Jego rodzinę.. Co sobie pomyślą gdy zerwę z NIM po raz drugi w ciągu miesiąca..
Pomyślicie.. historia rodem z przedszkola. Zrywają sobie.. tydzień w parze, tydzień solo.. do wyboru do koloru.. Sama pewnie czytając coś takiego u kogoś innego pomyślałabym - co to za rozwydrzona panna.. Żeby nie wiedzieć czego się chce.. A phi..
Pomyślałabym tak.. kiedyś. Ale gdy sama tego doświadczyłam rozwiązanie wcale nie jest takie proste.. Ach.. te miłosne dylematy..
Przeszkoda numer dwa:
2. uwielbiam go..Za nic w świecie nie chciałabym go zranić. (on twierdzi, że mnie kocha) I chyba właśnie ze względu na to cały czas decyduję się próbować nadal.. A nuż się poprawi.. może się zmieni.. Będzie lepiej.
Teraz już wiem, że to raczej mało prawdopodobne.
Kocha mnie.. a gdy mówię mu o swoich problemach kwituje je zwykle słowami: przesadzasz, dramatyzujesz..
Może dla niego to są błahostki. Nie od dziś się mówi, że kobiety wyolbrzymiają pewne rzeczy.. Ale mógłby chociaż spróbować mnie zrozumieć..
Nie wiem co zrobić. Może porozmawiać (ew. popisać) z nim o moich wątpliwościach. Że nie wiem co do niego czuję, zapytać, czy on uważa że do siebie pasujemy.. itd..
Myślicie że to dobry pomysł? Naprawdę.. Proszę o rady.. bo siedzę w tym wszystkim po uszy i nie wiem jak się 'wykaraskać' żeby wyjść z tego wszystkiego bez opinii debilki, która nie wie czego chce.. Ale naprawdę. Mam 17 lat. To mój drugi chłopak. Jak tak teraz myślę, to może sama jeszcze nie dorosłam do poważnego związku.. Do miłości. Chociaż z obecnym jestem już około 5 miesięcy nie umiem powiedzieć, że go kocham. A prawda jest taka, że chociaż COŚ do niego czuję jestem pewna, że to nie miłość..
Myślałam, że uczucie przyjdzie z czasem.. Myliłam się.
Dzień po dniu dostrzegam między nami kolejne różnice.
Inaczej patrzymy na pewne sprawy.. Inny mamy styl bycia. Co innego Nas bawi.. To chyba trochę za dużo.
Nie wiem co robić. Mam nadzieję, że znajdzie się jakaś dobra dusza, która to wszystko przeczyta (pozdro.. ;d ) i wspomoże dobrą radą.
Ma wdzięczność będzie nie do opisania.. ;)
Pozdrawiam. <3
w końcu dostałam natchnienia, wstąpiło we mnie coś ożywczego.. coś mnie tknęło.. abym..
dobra.. po prostu mi się nudzi i tak pomyślałam, że można by ten czas jakoś pozytywnie wykorzystać..
Na myśl (o dziwo !) przyszedł mi właśnie blog. No więc cóż.. Sama byłam zaskoczona.. Bo ile to już ? Z dwa miesiące jak mnie tu nie było. Zero oznak życia..
A takie wspaniałe opowiadania miałam pisać ! Oj.. były plany.. Jak zawsze gorzej z realizacją.. Ale nic. Teraz piszę. A kiedy znowu? Lepiej nie wnikać. Za dzień, dwa.. za rok. Różnie może być. Ale z doświadczenia wiem, że lepiej nic nie obiecywać.. Bo bywa różnie.
W każdym razie może coś o życiu.. Mianowicie moim życiu .. Tak dla wiadomości..
Albo o tym co mi żyć nie daje..
Co mam na myśli ?
Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o faceta.. - przerobiłam na potrzeby własne..
tak, tak.. dobrze widzicie.. FA-CE-TA !
Wiem, wiem.. Sama się w to wpakowałam.. Sama chciałam. Sama wiedziałam, za co się biorę..
Uwag typu! - trza było myśleć - nawet nie słucham. Bo fakty są takie, że ostatnio myślę za dużo. I to chyba dużo, za dużo.. Jak nawet nie bardziej.
Ale do rzeczy. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy zdążyłam z nim zerwać (opił się.. inna do niego zarywała.. - on zadowolony. a jakże..) i po jego usilnych staraniach związać się z nim ponownie..
Fakty są jednak takie, że nie jest już tak jak było. Zauważam coraz częściej, że brakuje mi z nim tematów do rozmów..
A prawda jest taka, że chyba sama nie wiem czego chcę..
W momencie rozstania.. chciałam do niego wrócić.. Ale teraz gdy z nim jestem.. mam wrażenie, że to wszystko nie ma sensu.. Nie umiemy ze sobą rozmawiać..Zbyt często zalega głucha cisza.. Chyba zbytnio się różnimy..
I zerwałabym. Gdyby nie to, że około 2 tygodnie temu wróciliśmy do siebie po aż! tygodniowym rozstaniu .. -.-
Sama tego nie ogarniam. Ale teraz jestem pewna.. Lepsze życie singielki niż tkwienie w czymś, co i tak na dobrą sprawę związku nie przypomina.. Jak widzę zakochane pary na ulicach .. obejmujące się, śmiejące itd.. Patrzę na nas..
Obraz ku^wa nędzy i rozpaczy. Zazdroszczę innym tego uczucia. Bo sama chyba na razie nie jestem na nie gotowa..
Może i bym zerwała.. ale.. tak.. bo jest sporo tych ALE:
1. bardzo dobrze znam i wręcz uwielbiam Jego rodzinę.. Co sobie pomyślą gdy zerwę z NIM po raz drugi w ciągu miesiąca..
Pomyślicie.. historia rodem z przedszkola. Zrywają sobie.. tydzień w parze, tydzień solo.. do wyboru do koloru.. Sama pewnie czytając coś takiego u kogoś innego pomyślałabym - co to za rozwydrzona panna.. Żeby nie wiedzieć czego się chce.. A phi..
Pomyślałabym tak.. kiedyś. Ale gdy sama tego doświadczyłam rozwiązanie wcale nie jest takie proste.. Ach.. te miłosne dylematy..
Przeszkoda numer dwa:
2. uwielbiam go..Za nic w świecie nie chciałabym go zranić. (on twierdzi, że mnie kocha) I chyba właśnie ze względu na to cały czas decyduję się próbować nadal.. A nuż się poprawi.. może się zmieni.. Będzie lepiej.
Teraz już wiem, że to raczej mało prawdopodobne.
Kocha mnie.. a gdy mówię mu o swoich problemach kwituje je zwykle słowami: przesadzasz, dramatyzujesz..
Może dla niego to są błahostki. Nie od dziś się mówi, że kobiety wyolbrzymiają pewne rzeczy.. Ale mógłby chociaż spróbować mnie zrozumieć..
Nie wiem co zrobić. Może porozmawiać (ew. popisać) z nim o moich wątpliwościach. Że nie wiem co do niego czuję, zapytać, czy on uważa że do siebie pasujemy.. itd..
Myślicie że to dobry pomysł? Naprawdę.. Proszę o rady.. bo siedzę w tym wszystkim po uszy i nie wiem jak się 'wykaraskać' żeby wyjść z tego wszystkiego bez opinii debilki, która nie wie czego chce.. Ale naprawdę. Mam 17 lat. To mój drugi chłopak. Jak tak teraz myślę, to może sama jeszcze nie dorosłam do poważnego związku.. Do miłości. Chociaż z obecnym jestem już około 5 miesięcy nie umiem powiedzieć, że go kocham. A prawda jest taka, że chociaż COŚ do niego czuję jestem pewna, że to nie miłość..
Myślałam, że uczucie przyjdzie z czasem.. Myliłam się.
Dzień po dniu dostrzegam między nami kolejne różnice.
Inaczej patrzymy na pewne sprawy.. Inny mamy styl bycia. Co innego Nas bawi.. To chyba trochę za dużo.
Nie wiem co robić. Mam nadzieję, że znajdzie się jakaś dobra dusza, która to wszystko przeczyta (pozdro.. ;d ) i wspomoże dobrą radą.
Ma wdzięczność będzie nie do opisania.. ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






